niedziela, 27 stycznia 2013

Kolejny rozdział

Co? Mówicie że chcecie kolejny rozdział? No dobra, niech już będzie... Oto on:
---------------------------------------------------------------------------------------------------
15 czerwca 2013, Londyn
Nowa znajomość

Czy to są ciasteczka? Tak. Mama często je piecze i zawsze pachną tak samo. Nie pozostaje mi nic innego, tylko wstać i zejść do kuchni.
-Cześć mamo.-
Nadal przeżywa śmierć ojca. Widać to po niej.
-Cześć córeczko. Dobrze spałaś?-
-Tak sobie... Ładnie pachną.-Gestem wskazałam na tace z ciastkami.
-Możesz pójść do sklepu, bo brakuje mi do nich czekolady.-
-Oczywiście, mogę pójść.-
Pobiegłam się jeszcze ubrać, przemyć twarz i poszłam do tego nieszczęsnego sklepu.

Strasznie gorąco jest dzisiaj jak na Londyn. Nic więc dziwnego, że każdy chce być na dworze. Mam nadzieję, że przynajmniej będzie mniejszy ruch w sklepie. Acha! Nikogo prawie nie ma. Tylko jakaś szatynka i starszy pan. Gdzie jest czekolada... O! Jest! Czy to jest telefon? Tak, on chyba wypadł tej dziewczynie, bo przed chwilą tu była. Lepiej go jej oddam.
-Przepraszam, chyba telefon ci wypadł.-
-Tak, jest mój. Dzięki wielkie. A tak w ogóle, to jestem Nicole. Możesz mówić do mnie Nika.-
Uśmiechnęła się do mnie przyjaźnie. Dziewczyna wygląda bardzo miło i najwidoczniej lubi zawierać nowe znajomości.
-Ja jestem Anabell. Mieszkasz w okolicy?-
-Tak, niedaleko tego zielonego domku.-
-Spoko, ja w tym wielkim bloku. Zapiszesz mi swój numer na telefonie?-
-Ok, a ty zapisz mi swój.-
Tak więc wymieniłyśmy się numerami. Bardzo miła się wydaje, ciekawa jestem czy chodzi do naszego technikum, czy gdzieś indziej, ale szczerze nigdy jej u nas nie widziałam.

-Wróciłam! Kupiłam czekoladę.-
Zakupy położyłam na blacie, resztę włożyłam mamie do portfela i poszłam do pokoju. „Czas dokończyć wypracowanie”. Ech... Trochę to mi chyba zajmie.

Godzinę później...
Nareszcie! Naprawdę już myslałam, że nigdy tego nie napiszę! Zjem sobie w nagrodę kilka ciastek i posłucham sobie dobrej muzyki. Gdzie je mama mogła położyć? Nie w szafce... Nie zostawiła ich także w piekarniku... BOŻE! Ale jestem ślepa! Przecież leżą na blacie! Ta praca wyprała mi mózg!
No cóż. Zdaża się... Teraz tylko włączyć muzykę i będe raju! Gdzie jest ta cholerna płyta! JEST! Ach... The Wanted... Witajcie z powrotem w moim radiu... Butterflies, butterflies we were meant to fly...
-Tye! Dlaczego włazisz do mojego pokoju! Nikt cie nie zapraszał!-
-Telefon ci dzwoni.-
-Skąd ty go masz?-
-Zostawiłaś go na tacy z ciastami.-
Tya widocznie to bardzo bawiło. Kto mógł do mnie dzwonić? Policja? Przecież zapłaciłam za czekoladę! Nie, na szczęście to tylko Nicole. Oddzwonię do niej.
-Hej, to ja Anabell. Dzwoniłaś?-
-Owszem. Chciałam cię zapytać... Czy to są The Wanted??-
-Yyy... No...-
Faktycznie, akurat leciała piosenka Made.
-Uwielbiam ich! A! Miałam się ciebie zapytać, czy masz Skype'a?-
-No mam. Mój login to Anabella58.-
-Spoko. To zaproszę cię. Pa!-
-Do usłyszenia!-
C.D.N.

3 komentarze:

  1. Yeah!!! The Wanted! <3
    No i w końcu ja :)
    Dawaj next'a :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Nominowałam Cię do The Versatile Blogger :)
    Szczegóły u mnie: http://lasttoknowblog.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajne :)Ja chyba juz z tydzien nie pisałam ;D nie mam motywacji

    OdpowiedzUsuń