sobota, 26 stycznia 2013

Nie wiem co tu wpisać

Siemanerro!

To już końcówka pierwszego rozdziału, więc musicie mnie trochę zmotywować do dalszej pracy ;) Brak motywacji->brak rozdziałów. Tak już jest na tym okrutnym świecie...
-----------------------------------------------------------------------------------------------------
Poszukiwania

Perspektywa Anabell
-Percy? Masz telefon?-
-Mam, a co?-
-Chcę zadzwonić do Jessicy.-
Czemu nie odbiera?! No dawaj! Nareszcie...
-Hej Jess, zgubiliśmy się z Percy'im w lesie. Możesz namierzyć jego telefon i przyjść po nas, albo przynajmniej powiedzieć nam gdzie jesteśmy?-
-Zgubiliście się w lesie?!- w jej głosie słychać było ubawienie.
-To długa historia, potem ci opowiem... To co, przyjdziesz po nas?-
-Sama nie przyjdę! Aż tak odważna nie jestem!-
-No to poproś Tya, żeby poszedł z tobą. Na pewno nie odmówi...-
-No dobra, tylko nie wyłączajcie telefonu!-
-Spoczko, dzięki wielkie.-

Perspektywa Jessici
Jakim cudem dwoje dorosłych zgubiło się w lesie? Nie mogli zainwestować w GPS? No ale trudno, pewnie coś się stało... Trochę głupio pytać Tya, czy pomoże mi szukać jego siostry. Nawet w moich myślach to debilnie brzmi, no ale cóż, nie zostawię jej samej.

Dobrze, że się zgodził. Z tego co pokazał mój telefon, wygląda na to, że są oni głęboko w lesie. Jakim cudem oni się tam dostali?! I PO CO??!!

Już mnie nogi bolą od tego chodzenia. Powinni być już niedaleko. Kto to jest? Nie wygląda zbyt sympatycznie. Czy on zmierza w naszym kierunku? Nie lubię ludzi którzy zmierzają w moim kierunku!!! Czy to jest...
-Tye, ten facet który idzie w naszą stronę, ma nóż.-
Byłam w lekkiej panice, a szczególnie dlatego,że nie wyglądał on (facet, nie nóż) zbyt przyjaźnie.

Nareszcie się znaleźli, teraz jeszcze wrócić do domu. A ten mężczyzna? Nadal tam jest? Mam nadzieję, że sobie poszedł...

***
-Mamo, coś się stało?-
Anne wyglądała jakby miała zemdleć im na oczach.
-Właśnie dzwonili z lotniska. Wasz ojciec nie żyje. Samolot się rozbił...-
Anabell padła matce w ramiona, Tye złapał się za głowę mrucząc pod nosem „Jak to jest możliwe. To tylko sen, to tylko SEN...”, a ja... a ja nie wiadomo dlaczego, zaczęłam wyobrażać sobie martwe ciała wszystkich pasażerów. Przypadek??
C.D.N.
------------------------------------------------------------------------------------------------------
 Obrazek na koniec rozdziału:
 

2 komentarze: