Siemaneczko Wam!
Może wpis mało emocjonujący, ale mam nadzieję, że się spodoba. Komentarze są mile widziane ;)
14 czerwca 2013, Londyn
Zagubieni
w lesie
-Tye!-Czemu on nigdy nie
odpowiada?!-TYE!!!-Ech, no dobra sama otworzę.
-Hej Jessica, właśnie miałam do
Ciebie dzwonić.-
-No siemka. Po co chciałaś do mnie
dzwonić?-
-Jak zwykle nie wiem w co się
ubrać...-
Aż po prostu jest mi wstyd, no ale
cóż, to Jessica zna się na modzie, nie ja.
-Masz, załóż to, to i to.-
-Spódnice bardziej do ciebie pasują.-
I to jest fakt.
Jessica miała świetną sylwetkę,
dlatego pewnie leciało na nią pół szkoły. Nie mówię, że
jestem gruba. Co to, to nie! Nikt mi tego nie w mówi, lecz ona ma w
sobie to coś. Nie wiem jeszcze co, ale mam nadzieję, że kiedyś
się dowiem.
-Jeśli chcesz, to załóż te
spodenki. Też bardzo ładnie w nich wyglądasz.-
Ach ta Jessica, tylko komplementy i
komplementy...
-Hmmm... Chyba je założę. Dzięki.-
-Nie ma za co, chyba po to tu jestem,
nie?- Czy to było pytanie retoryczne??
Czemu jeszcze go nie ma... *Ding Dong
* Nareszcie!
-No hej Percy!-Oczywiście czuły
pocałunek na powitanie. Czemu nie? ;*
-Cześć! Stęskniłem się za tobą!-
Kolejny całus <3
-Gdzie idziemy?-
-Zobaczysz...- Nie podoba mi się
zbytnio jego uśmieszek, ale ufam mu, więc pójdziemy tam gdzie on
chce.
-I jak ci się tu podoba?- Gdy mnie o
to spytał, myślałam, że mi gały wywali. Spróbuję to ładnie
opisać:
Jest w tym miejscu coś niezwykłego,
jakby magicznego. Drzewa oplatały nas prawie z każdej strony. Wolna
pozostawała strona z widokiem na wspaniałe lasy i pagórki. Kilka
łąk pięknie się komponowało z zachodem słońca, którego blask
nastrojowo oświetlał cały ten krajobraz. Patrzeć na to mogłabym
cały dzień, ale aż tyle czasu nie mieliśmy. Trzeba było jak
najlepiej wykorzystać naszą marną godzinkę.
-Może przejdziemy się trochę po
okolicy?- widać że mu zależy.
-Czemu nie?-
Spacer po lesie- czyż to nie
ROMANTYCZNE!? No dobra trochę spokoju. Czy mi się zdaje, czy Percy
wygląda jakby coś go niepokoiło?
-Anabell, widzisz tamtego gościa co za
nami idzie?- (WHAT!?)
-Mhm.-
-Nie że się boję, ale może
pobiegniemy przez chwilę?-
-Dobry pomysł.-
Więc biegniemy i biegniemy... Percy
się odwraca... Czyżby nadal za nami był? Jego mina świadczy o
tym, że tak...
-Może uda nam się go jakoś zgubić?-
palnęłam w panice.
Nie miałam nawet krztyny nadziei, że
ten człowiek jest miły. Dziwnie ubrany mężczyzna, wieczorem, nie
spuszczający oka z pary zakochanych, nie może mieć dobrych
intencji. Nawet wyraz twarzy miał wrogi. Może to jednak głupio
brzmi, ale to jest prawda.
-Pobiegnijmy jeszcze przez chwilę i
schowajmy się za tym wielkim drzewem. Możliwe, że nas nie
zauważy.- Widać, że Percy ma już tego serdecznie dość.
Zrobiliśmy to, co sugerował, lecz
uratowała nas jedynie sarna, która zaszeleściła liśćmi- facet
pomyślał, że tam pobiegliśmy. Pozostał jeszcze tylko jeden mały
problem, a mianowicie- zostaliśmy sami w ciemnym i ogromnym lesie,
nie wiedząc gdzie jest wyjście.
C.D.N.
boskie!! Ty i Percy <3 :D
OdpowiedzUsuńDzięki :)
Usuń