piątek, 25 stycznia 2013

Dalszy ciąg, nadchodzi! ^^

Siemaneczko Wam!

Może wpis mało emocjonujący, ale mam nadzieję, że się spodoba. Komentarze są mile widziane ;)
----------------------------------------------------------------------------------------------------
14 czerwca 2013, Londyn

Zagubieni w lesie

-Tye!-Czemu on nigdy nie odpowiada?!-TYE!!!-Ech, no dobra sama otworzę.
-Hej Jessica, właśnie miałam do Ciebie dzwonić.-
-No siemka. Po co chciałaś do mnie dzwonić?-
-Jak zwykle nie wiem w co się ubrać...-
Aż po prostu jest mi wstyd, no ale cóż, to Jessica zna się na modzie, nie ja.
-Masz, załóż to, to i to.-
-Spódnice bardziej do ciebie pasują.- I to jest fakt.
Jessica miała świetną sylwetkę, dlatego pewnie leciało na nią pół szkoły. Nie mówię, że jestem gruba. Co to, to nie! Nikt mi tego nie w mówi, lecz ona ma w sobie to coś. Nie wiem jeszcze co, ale mam nadzieję, że kiedyś się dowiem.
-Jeśli chcesz, to załóż te spodenki. Też bardzo ładnie w nich wyglądasz.-
Ach ta Jessica, tylko komplementy i komplementy...
-Hmmm... Chyba je założę. Dzięki.-
-Nie ma za co, chyba po to tu jestem, nie?- Czy to było pytanie retoryczne??
Czemu jeszcze go nie ma... *Ding Dong * Nareszcie!
-No hej Percy!-Oczywiście czuły pocałunek na powitanie. Czemu nie? ;*
-Cześć! Stęskniłem się za tobą!- Kolejny całus <3
-Gdzie idziemy?-
-Zobaczysz...- Nie podoba mi się zbytnio jego uśmieszek, ale ufam mu, więc pójdziemy tam gdzie on chce.
-I jak ci się tu podoba?- Gdy mnie o to spytał, myślałam, że mi gały wywali. Spróbuję to ładnie opisać:
Jest w tym miejscu coś niezwykłego, jakby magicznego. Drzewa oplatały nas prawie z każdej strony. Wolna pozostawała strona z widokiem na wspaniałe lasy i pagórki. Kilka łąk pięknie się komponowało z zachodem słońca, którego blask nastrojowo oświetlał cały ten krajobraz. Patrzeć na to mogłabym cały dzień, ale aż tyle czasu nie mieliśmy. Trzeba było jak najlepiej wykorzystać naszą marną godzinkę.
-Może przejdziemy się trochę po okolicy?- widać że mu zależy.
-Czemu nie?-

Spacer po lesie- czyż to nie ROMANTYCZNE!? No dobra trochę spokoju. Czy mi się zdaje, czy Percy wygląda jakby coś go niepokoiło?
-Anabell, widzisz tamtego gościa co za nami idzie?- (WHAT!?)
-Mhm.-
-Nie że się boję, ale może pobiegniemy przez chwilę?-
-Dobry pomysł.-
Więc biegniemy i biegniemy... Percy się odwraca... Czyżby nadal za nami był? Jego mina świadczy o tym, że tak...
-Może uda nam się go jakoś zgubić?- palnęłam w panice.
Nie miałam nawet krztyny nadziei, że ten człowiek jest miły. Dziwnie ubrany mężczyzna, wieczorem, nie spuszczający oka z pary zakochanych, nie może mieć dobrych intencji. Nawet wyraz twarzy miał wrogi. Może to jednak głupio brzmi, ale to jest prawda.
-Pobiegnijmy jeszcze przez chwilę i schowajmy się za tym wielkim drzewem. Możliwe, że nas nie zauważy.- Widać, że Percy ma już tego serdecznie dość.
Zrobiliśmy to, co sugerował, lecz uratowała nas jedynie sarna, która zaszeleściła liśćmi- facet pomyślał, że tam pobiegliśmy. Pozostał jeszcze tylko jeden mały problem, a mianowicie- zostaliśmy sami w ciemnym i ogromnym lesie, nie wiedząc gdzie jest wyjście.
C.D.N.

2 komentarze: